czwartek, 18 grudnia 2014

Nie było mnie tu bardzo długo... Ponad pół roku. Jak dla mnie nawet i rok, patrząc na tę zatrważającą statystykę opublikowanych postów przed moimi "wakacjami".
Wiele razy na Facebooku pisałam, że powrócę. Każde takie ogłoszenie było dla mnie tylko upewnieniem, że już nigdy nie zabiorę się za blogowanie. Jest kilka powodów, dlaczego zaprzestałam publikacji czegokolwiek.
 Lista wygląda mniej więcej tak:
1. Studia + praca - nie oszukujmy się, dorastanie wiąże się z coraz trudniejszymi wyborami. Już nie jestem nastolatką (po raz pierwszy piszę na blogu jako dwudziestolatka!). Obowiązki powoli wkradły się na pierwsze miejsce rzeczy priorytetowych do zrobienia. Blogowanie nigdy nie było dla mnie obowiązkiem, dlatego też spadło o kilka pozycji w dół.
2. Zwyczajne znudzenie się blogowaniem - jakkolwiek źle to brzmi, taka jest prawda. W pewnym momencie po prostu się wypaliłam. Odechciało mi się blogowania. Nawet odwiedzania moich ulubionych blogerek. Co zabawniejsze, moja ostatnia praca wiązała się z blogosferą i zaglądaniem na miliony różnych blogów. Wtedy dostrzegłam, jak wiele blogów jest do siebie podobnych. Dziewczyny potrafią kopiować siebie nawzajem (nawet nie zdając sobie z tego sprawy). Mimo to ostatnio mocno zaczęłam się zastanawiać nad powrotem do blogowania i ponownie posiadania swojej mini przestrzeni w gigantycznym, nierealnym świecie jakim jest Internet.
3. Negatywne opinie na temat polskiej blogosfery - nie ważne jak bardzo asertywną osobą bym była, negatywne opinie na temat polskiej blogosfery oraz najpopularniejszych blogerek zniechęciły mnie. Blogerki zaczęły być negatywnie odbierane przez czytelników jako darmozjady, celebrytki i "wiecznie nic nie robiące, ale mające wyjazdy i noclegi za free". Więcej ich było na stronach plotkarskich niż na własnych blogach. Nie chciałam być tak postrzegana. Większość moich znajomych, którzy nie zajmują się modą, nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, iż posiadam bloga (co niezwykle mi się podoba!).
4. Milion wymówek - brak czasu (a, to już było...), brak sprzętu do fotografowania, trudności w spotkaniu się z ulubionym fotografem, chęć spędzenia czasu poza domem itp. Mogłabym tak pisać i pisać ;)

Pewnego dnia postanowiłam wziąć się za siebie i skończyć z jakimikolwiek wykręcaniem się od planowanych, od dłuższego czasu czynności. Najnormalniej w świecie zatęskniłam za blogowaniem. Na drodze przez ostatnie dwa, trzy miesiące spotkałam masę interesujących ludzi, w tym tych, którzy mają styczność z blogosferą (od blogerów, fotografów po właścicieli butików). Coraz większa ilość takich osób tylko przekonywała mnie do powrotu i robienia tego, w czym zakochana jestem od wielu lat - do blogowania.

Tak jak na samym początku SunnyTulip (możecie zerknąć do archiwum i obejrzeć mój pierwszy post), tak i dziś - blog ten jest i będzie dość lifestyl'owy. Nigdy nie napiszę książki na temat blogosfery, jak się ubierać na co dzień i od święta (moja pani od polskiego z liceum, chyba by się załamała haha! dziennikarka, pisarka ze mnie kiepska), nie będę dążyć do bywania na warszawskich imprezach - to nie mój świat. Blog jest swego rodzaju pamiętnikiem, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu.
Pojawi się kilka nowych kategorii, mam nowe pomysły. Jednak to w swoim czasie.

Nowy wygląd bloga.... Początkowo zakładałam przeniesienie się z blogspota na wordpressa, przy okazji diametralnie zmieniając wygląd strony. Zdecydowałam się pozostać tam, gdzie mi najlepiej i co znam najlepiej - czyli na blogspocie. Dokonałam kilku znaczących zmian. Mam nowy szablon, który musiałam nieźle zmodyfikować, co w moim przypadku było dość trudne. Informatyczką nigdy zostać nie zamierzałam, a w dodatku osobą bawiącą się w HTML'u ;) Jednak po przestudiowaniu lektury na temat kodów HTML, jakoś podołałam pierwszym stawianym mi problemom. Nad całością będę pracować dalej, jednak powoli i bez zbędnego pośpiechu. Jeżeli macie jakieś uwagi - coś nie działa, to koniecznie mi to zgłaszajcie :)

Ufff dotrwaliście do końca! Serdecznie gratuluję :D

Nowy post z outfitem, już wkrótce po świętach :) Miłego tygodnia!

niedziela, 1 czerwca 2014

Hey guys! I am back in Poland from almost a week, but thanks exams I am pretty busy now. Thanks God in 20 days I have summer break from my uni and I will be able to focus my mind on all plans. But... before I have my real holidays, I had a weekly break from my uni a week ago. I spent that time in Dublin. That was my 2ed trip to this beautiful capital city, to see with my Irish part of family. And this time I went there with my younger cousin (not alone how it was 2 years ago). Thanks that I didn't have to feel alone and dicover the city only by my own. 
In today's post I would like to show you Wednesday's photorelation - city and my outfit. Almost all clothes that I'm having in the photo, I bought in Dublin the day before. I could wear airy dress thank Sun, which was with us almost whole day. I hope that you enjoy all photos and as always let me know what do you think about my look? 

Witam! Powróciłam do Polski, ale na dzień dobry czekały na mnie pierwsze kolokwia (sesja zbliża się nieubłaganie, ale za 20 dni powinnam rozpocząć wakacje, co tylko mnie pociesza i dopinguje do walki z przedmiotami :))! Pierwsze "wakacje" tuż przed sesją zaliczyłam ponad tydzień temu, bowiem udałam się na tygodniowe wczasy do rodziny, która od lat mieszka w Dublinie. Była to moja druga podróż do tej stolicy, ale tym razem nie poleciałam sama, a z młodszą kuzynką. Dzięki temu nie musiałam czuć się osamotniona, jak to było dwa lata temu, kiedy nie miałam ukończonych 18 lat, a krewni pracowali w ciągu tygodnia. 
Jak na kobietę muszę się pochwalić dobrą pamięcią fotograficzną (tyczy się to głównie miejsc) oraz świetną orientacją w terenie. Dzięki nim, mimo upływu dwóch lat, sporo pamiętałam i nie miałam, aż tak wielkich problemów w odnalezieniu niektórych obiektów czy miejsc, które chciałam zwiedzić.
W dzisiejszym poście chciałabym zaprezentować Wam czwarty dzień mojej wyprawy (przepraszam za brak chronologii, jeżeli chodzi o spędzone tam dni, ale tak wydaje mi się ciekawiej, choć bardziej chaotycznie ;D)
Irlandzka pogoda ma to do siebie, iż potrafi zaskoczyć i z godziny na godzinę diametralnie się zmienić. Środowa pogoda jednak mile nas przywitała w mieście i mogłyśmy się cieszyć słoneczną pogodą podczas zakupów czy spacerowania. Więcej zobaczcie na fotkach :) Przy okazji mini look! Jak Wam się podoba? W większości stworzony z irlandzkich, niedzielnych zakupów :) 

sobota, 17 maja 2014

My dears! Sorry but for a week I leave my country... and the blog. If you want to stay tuned, check out my Instagram everyday (I will publish there something daily, so FOLLOW ME :)) and check out where I am going to! By the way here you have new outfit, as always classy and elegant. Like it? :)

Moich kochani! Niestety, ale wyjeżdżam na tydzień, pozostawiając bloga na ten czas. Jeżeli chcecie być na bieżąco, koniecznie musicie śledzić mojego Instagrama, gdzie będę się starała zamieszczać regularnie jakieś zdjęcia :) OBSERWUJCIE! Przy okazji, dowiecie się, gdzie jadę ;) 
A teraz na szybko nowy outfit. Wybaczcie, że nie będę się rozpisywać nad jego filozofią (hmm, chyba której brak?). Jak zawsze klasycznie i elegancko!

niedziela, 11 maja 2014

During warm days I prefer to ride a bike than go somewhere by the bus or car. Fresh air, nice music, sun... Much better than in traffic jam - in the car or in the bus. I diceded to take some photos with my lovely mean of transport - BIKE. Do you like photos? Have a nice eveing (booka re waiting for me eghh).

Ostatnio, gdzie tylko mogę poruszam się na rowerze... Powiew świeżego powietrza, słuchawki w uszach, słoneczko... O wiele przyjemniej niż w korku - w samochodzie bądź autobusie. Postanowiłam więc sfotografować jeden z casualowych outfitów właśnie w towarzystwie mojego "rumaka" :) Miłego wieczoru wszystkim (na mnie czeka stos książek i nocna nauka). 

środa, 7 maja 2014

You know me very well from black outfits... Well really often, if not even always, I have something black on me. Sometimes I go wild and wear all black everything :D I think that color black is class by itself. However, with the advent of warmer weather, I decided to put on me more and more colors in my outfits. This time I decided wear colorful trousers (oh, and orange lips!), which recently I bought during last long May weekend, being with my grandmother on shopping. Long time I wasn't that happy about new purchase. I need some new pairs of jeans and different kind of pants also, but that soon. Do you like this classy look?
Now I will try to write in every 2-4 days, not only outfits posts :) If you have any questions for me, go ahead!  Stay tuned, soon I will make a post with all answers. 
Have a nice evening!

Znacie mnie z outfitów, gdzie zawsze przewija się coś czarnego... Czasami "zaszaleję" i ubiorę się cała na czarno. Uważam, że ten kolor to klasa sama w sobie. Jednak z nadejściem cieplejszych dni, postanowiłam stawiać na coraz więcej koloru w moich strojach. Tym razem zdecydowałam się na spodnie (oraz pomarańczowy odcień na ustach ;)), które ostatnio kupiłam podczas majówki, będąc z babcią na zakupach. Dawno nie byłam tak zadowolona z jakiegoś zakupu... Hej, w końcu spodnie! Teraz jedynie poluję na fajnie skrojone dżinsy z dziurami (które tak namiętnie królują na większości blogach). Mam nadzieję, że outfit przypadnie Wam do gustu :) 
Teraz postaram się pisać co 2-4 dni, nie tylko i wyłącznie outfitowe posty :) Jeżeli macie jakieś pytania do mnie, śmiało! Niedługo pojawi się post, w którym odpowiem na większość, najczęściej zadawanych pytań.
Miłego wieczoru!